Więcej kultury

Polub nas na Facebooku

O różnych formach kultury, promocji młodych talentów i polityce z Ewą Czeszejko-Sochacką, kandydatką do Sejmu z warszawskiej listy PO rozmawia Tomasz Sztuka.

po

T.Sz.: Dziennikarka, krytyk filmowy, animator kultury. Jest Pani na tej drodze bardzo konsekwentna.
E.CzS.: Rzeczywiście, dla mnie życiowym mottem jest to, co mówił jeden z wielkich chińskich mędrców: „Kultura nie jest luksusem, jest koniecznością”. Dla mnie życie w otoczeniu książek, muzyki, filmów, malarstwa, stanowi nie dowód lepszej egzystencji, czy dowód jakiegoś szpanu, tylko stanowi tę wartość, która wzbogaca życie.

T.Sz.:Teraz polityk? Polityka z kulturą Polakom się raczej nie kojarzy.
E.CzS.: Posłanką chcę zostać, żeby powalczyć w świecie przepisów o to, by Polacy nauczyli się szacunku do prawa. Także o to, żeby wspomagać ludzi, którzy chcą wprowadzić modę na odbieranie kultury. Zamiast siedzieć w domu w kapciach i oglądać byle co w telewizji – iść na koncert do filharmonii. Otrzaskać się z muzyką, odpocząć przy niej – banalne, ale potrzebne. Polacy ciągle uważają, że kultura to wartość dodana, tylko dla zamożnych. Tymczasem jest coraz więcej propozycji wysokiej kultury za darmo: festiwale, pokazy, koncerty. Trzeba to rozwijać. Poprawić jakość naszego życia. Przez trzy lata byłam pełnomocnikiem prezydent Warszawy ds. Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Warszawa nie zdobyła tytułu, ale ilości zrealizowanych pomysłów, festiwali, miejsc, które zaistniały dzięki tym staraniom, nie można przecenić. Orange Warsaw Festival, Festiwal Projektowania Miasta „Warszawa w Budowie“, Festiwal Sztuki nad Wisłą „Przemiany“, Warsaw Music Week – to tylko część długiej listy osiągnięć ESK, które pozostały.

T.Sz.: W polityce brakuje kultury? Może jest ona tam nie potrzebna, przecież poparcie społeczne zyskują ci politycy, którzy stawiają na kłótnie, sensację.
E.CzS.: Liczę na to, że społeczeństwo w końcu przestanie akceptować chamstwo, powie dość nakręcaniu spirali arogancji. Dla mnie brakiem kultury (tu tej osobistej) nie jest fakt, że ktoś wygłasza ostre poglądy, które potrafi porządnie uzasadnić, ale to, że obraża, wygaduje głupstwa o gejach, ludziach z innym kolorem skóry, bez zastanowienia popada w krytykanctwo cudzych poglądów, bez merytorycznej dyskusji nad nimi. W Szwajcarii czy Francji takie poglądy spotykają się z automatycznym ostracyzmem.

T.Sz.: Co ostatnio Pani czytała?
E.CzS.: Spodobał mi się dramat Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest”, czytałam maszynopis. Jest to pierwsza sztuka, która tak dosadnie rozprawia się z naszym mitem polskości i europejskości. Ostra, wymowna, daje do myślenia. Ilustruje naszą współczesną rzeczywistość. A poza tym czytam biografię rodziny Borgiów, uwaga – wciąga!

T.Sz.: Dużą cześć życia poświęciła Pani pomocy młodym uzdolnionym ludziom. Fundacja Promocja Talentu to Pani dziecko.
E.CzS.: Byłam pierwszą osobą w Polsce, która zajęła się utalentowanymi. To był rok 1994. Nikt wtedy o takich sprawach nie myślał, były inne problemy. Uważałam, że warto zrobić coś dla osób, które mają talent, ale nie mogą go rozwijać, pokazać światu. Moja fundacja nie wzięła ani złotówki z publicznych pieniędzy, to było chodzenie od drzwi do drzwi: banki, duże firmy, sponsorzy. Przychodziłam, tłumaczyłam, że warto tym młodym ludziom pomóc. Wyjaśniałam, że trzeba ich wysyłać na kursy, umożliwiać koncertowanie, dać im instrumenty, zwrócić na nich uwagę świata. Często słyszałam, że talenty same się obronią, ważniejsze są chore dzieci. To jest problem, bo tych spraw nie da się porównać. Trzeba znaleźć wyjście. Niezależnie czy wysyłałam dzieci na konkursy malarskie w Japonii, muzyczne w USA czy Rosji, wszystkie zdobywały czołowe miejsca. Przed laty przyszła do mnie dziewczyna i od razu zaczęła śpiewać pięknym mezzosopranem. Ujęła mnie tym. Mówiła, że chciałaby pojechać na konkurs śpiewaczy do Chicago. To była Edyta Kulczak, dzisiaj gwiazda Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Wystarczyło, że ją zauważyliśmy, a fundacja kupiła jej bilet do USA. Talent został dostrzeżony. Moja fundacja pomogła także Stasiowi Drzewieckiemu, pianiście, który koncertuje dziś na całym świecie. Jest najmłodszym w historii USA solistą, który wystąpił w nowojorskiej Carnegie Hall, bodaj najsłynniejszej sali koncertowej na świecie. Efekty działania fundacji dają mi ogromną satysfakcję.

T.Sz.: Trudno jest promować wysoką kulturę?
E.CzS.: Łatwiej promować sport, z kulturą jest gorzej. Ratunkiem jest przyjęcie prawa dotyczącego systemów stypendialnych, tak jak w USA, gdzie na wszystkich stopniach nauczania państwo promuje ludzi uzdolnionych, niezależnie czy sportowo czy muzycznie. Dziś w Polsce istnieją stypendia prezydentów miast czy ministra kultury, ale to za mało, to nie jest system. Tym też chcę się zająć jako posłanka.

T.Sz.: Jeden z warszawskich blogerów nazwał Panią z ironią „Fendi”. Wiem, że ta ksywka prywatnie w stosunku do Pani się przyjęła.
E.CzS.: Elegancja to jest sposób bycia. Staram się być elegancka, staram się dostosować do miejsca, czasu i ludzi, z którymi się spotykam. Jedni będą się z tego naśmiewać, co ciągle jest w Polsce typowe, inni uznają to za przejaw dobrego smaku. A poza tym Fendi to bardzo dobra marka.

T.Sz.: Pani start w wyborach do Sejmu poparło wielu ludzi kultury m.in. Maja Komorowska, Andrzej Seweryn, Michał Urbaniak czy Krystyna Janda, która powiedziała w kontekście wyborów: „Pani Ewa to kobieta w którą wierzę”, mocne słowa, duża odpowiedzialność…
E.CzS.: Czuję tę odpowiedzialność, nie chce zawieść Krystyny Jandy, ale także innych ludzi, którzy mnie znają i popierają, czegoś po mnie oczekują. Mam pewne zadania, które chce w Sejmie zrealizować, wchodząc do Sejmu będę się uważała za osobę, którą inni trzymają za słowo i chce tego słowa dotrzymać.
www.czeszejkosochacka.pl