Porozmawiajmy o miłości

Polub nas na Facebooku

Od tysiącleci jest natchnieniem dla poetów , od niedawna zaprząta myśli naukowców, którzy próbują rozwikłać jej tajemnicę. Jedno jest pewne – bez miłości trudno żyć.
Tekst: Małgorzata Pisula

porozmawiajmy-o-milosci

Zacznijmy niestandardowo – od mini wykładu z pogranicza chemii. Zakochany mózg niemal natychmiast uaktywnia substancję, wprawiającą nas w stan euforii. Strukturalnie jest ona zbliżona do amfetaminy, ale w przeciwieństwie do niej powstaje naturalnie. Naukowcy nazywają ją tajemniczo „aminą ekscytacji”.
Miłość jest zjawiskiem pożądanym i nic nie jest nas w stanie do niej zniechęcić. Jesteśmy gotowi walczyć z przeciwnościami losu, byle tylko poczuć jej smak. Nie ma wątpliwości, że posługujemy się nią trochę jak tarczą obronną przeciwko psychicznemu wyjałowieniu i rozmaitym lękom. Antropolog Helen Fisher, w swoim bestsellerze „Anatomia miłości” cytuje istotną w dowiedzeniu logiki tej tezy opinię eseisty H.L. Menckena: ”Być zakochanym, to tyle, co znajdować się w stanie znieczulenia zmysłów”. Wszystko wydaje się wtedy piękniejsze, ciekawsze, a euforia pozwala nam poszybować w najodleglejsze zakątki marzeń.

Kolorowy mózg
Trudno się nie uśmiechnąć, czytając o eksperymencie radiologów jednej z klinik medycznych. Otóż umieścili oni głowę zakochanego człowieka w aparacie do rezonansu magnetycznego i pokazali mu zdjęcie wybranki jego serca. Okazało się, że widok jej twarzy wywołał błyskawiczną reakcję mózgu pacjenta. Zaczął mienić się feerią kolorów, a pewne części zaświeciły na czerwono! Brzmi zbyt surrealistycznie? A jednak… są na to niezbite dowody naukowe.

Spotkanie dwóch samotności
„Dwie Samotności, które się ochraniają, stykają ze sobą i pozdrawiają wzajemnie” – to jedna z najpiękniejszych definicji miłości. Jej twórca, psycholog i teolog, John Powell uważa, że uczucie, w które świadomie wkraczamy jest wzniosłym krokiem ku dojrzewaniu. Zakochując się z wzajemnością dostępujemy zaszczytu współuczestnictwa w procesie duchowego rozwoju siebie i partnera. Pomagamy sobie wzajemnie spełnić własne przeznaczenie, a jednocześnie mierzymy się z trudnym wyzwaniem. To właśnie wtedy zmieniamy stopień koncentracji z pojęcia „JA” i przenosimy najsilniejszy akcent zaangażowania na zwiększenie wartości kapitału „MY”.

Smak szczęścia
Zdolność odczuwania miłości uwrażliwia nas i otwiera na drugiego człowieka. Nawet jeśli pierwszej fazie zauroczenia towarzyszy lekkie rozleniwienie czy roztargnienie, to przecież najbardziej zależy nam na finalnym triumfie dopingu, dzięki któremu bieg po wspólne szczęście okaże się jak najmniej wyczerpujący. Kiedy uda nam się stworzyć silną więź, związek o stabilnych podwalinach, przekonujemy się, że razem łatwiej pokonywać trudności i dodawać sobie otuchy. Prawidłowość tą relacjonują słowa piosenki: ”Tylko zakochanym życie daje znak. Zwykle dzielą na połowę codzienności smak”. A jeśli ten smak pieści duszę, to trzeba go sobie serwować w dużych porcjach, bo tu akurat nadmiar kalorii zawsze jest bardzo pożądany.

Kontrakt odnawialny
Nikt jednak nie dostaje przecież od losu dożywotniej gwarancji na błogostan. Można się tu doszukiwać pewnych analogii z bojem o wymarzoną pracę. Rozmowę kwalifikacyjną zamieniamy zazwyczaj w arenę prezentacji swoich zalet oraz potencjału. Dwoimy się i troimy, żeby tylko przejść owocnie wszystkie etapy, a na końcu wygrać. Osiągamy zamierzony cel, firma przestaje być dla nas tajemnicą i raptem coś się radykalnie zmienia. Emocje opadają i wkrada się rutyna. Co wtedy robić? Uciekać przed nią i nie dawać sobie cichego przyzwolenia na akceptowanie podstępnych reguł jej gry. Działać, żeby się ocalić. Ludzie funkcjonujący w związku przeżywają podobne rozterki. Zapominają często, że „kontrakt” na miłość powinien być stale odnawiany. Umyka im zapisana najmniejszą czcionką, zawoalowana sprytnie klauzula, według której opieszałość na giełdzie uczuć przynosi same straty. Jak się przed tym uchronić? Ks. Twardowski mawiał, że miłość trzeba pielęgnować jak dziecko.” Żeby nie zaziębiła się, nie zwariowała i nie uciekła”. Podobno najcenniejszym prezentem miłosnym jest szacunek i uwaga dla osoby, którą kochamy.

Podsycanie flirtu
Jeśli chcecie ocalić miłość oraz wzniecić temperaturę jej wczesnego stadium, starajcie się odczytywać i zaspokajać potrzeby emocjonalne partnera. To niewątpliwie jedna z najbardziej wymagających sfer związku. Stale upominająca się o adorację, nieco chimeryczna, ale mająca najistotniejszy wpływ na długofalowość pozytywnych relacji. Prowadźcie ze sobą nieustający dialog, zaskakujcie się. Specjaliści doradzają też, by nad każdym związkiem unosiła się aura tajemnicy. Dzięki temu wzajemna ciekawość siebie będzie regularnie podsycana i skutecznie regenerowana zastrzykami pikanterii. Bo fascynację wywołuje ktoś, kto wysyła sygnały będące zalążkiem ekscytującego flirtu. Na szczęście przekonanie, że jest on zarezerwowany tylko dla romansów pozamałżeńskich, dawno już przeszło do lamusa.

Nie zapominajcie o sobie!
Zgłębianie tajników sztuki świadomego kochania, powinniśmy zacząć od siebie samych. Jeśli przestaniemy być srogimi nadzorcami własnych reakcji oraz słabości, a okazywanie sobie czułości i akceptacji potraktujemy, jako coś naturalnego, łatwiej będzie nam się spełnić w związku. Miłość, którą obdarzymy partnera zrodzi się z pozycji osoby szczęśliwej i gotowej dzielić swoją euforię z drugim człowiekiem. Warto to zrobić, chociażby po to, żeby znowu wyobrazić sobie kolorowe zdjęcia „podekscytowanego mózgu”.

Zdaniem psychiatry Michaela Leibowitza także wygasanie miłości ma swoje podstawy w fizjologii mózgu, który nie jest w stanie bez końca podtrzymywać (utrzymywać) stanu charakterystycznego dla pierwszej fazy oczarowania. Może się tak dziać z dwóch powodów. Albo zakończenia neuronów przyzwyczajają się do naturalnych stymulatorów, albo też obniża się poziom PEA (malutka cząsteczka zwana fenyloetylaminą, wywołująca uczucie radości i euforii). Mózg przestaje po prostu tolerować powódź narkotyków. To właśnie wtedy nadchodzi czas „biologicznego odpływu”. Jeśli kobieta i mężczyzna chcą walczyć o swój związek, muszą w tym momencie wdrożyć w życie plan wychodzenia z sytuacji kryzysowej.