MARILYN MONROE – nieszczęśliwa seksbomba

Polub nas na Facebooku

NAJGORĘTSZA KOBIETA AMERYKI. POŻĄDANA PRZEZ MĘŻCZYZN, ZNIENAWIDZONA PRZEZ KOBIETY. SYMBOL KINA I SEKSU. SAMA JEDNAK PRZYZNAWAŁA, ŻE Z SEKSU NIE UMIAŁA CZERPAĆ PRZYJEMNOŚCI. DRĘCZONA PRZEZ DEMONY DZIECIŃSTWA I STRACH PRZED CHOROBĄ PSYCHICZNĄ NIGDY NIE ZAZNAŁA SZCZĘŚCIA.

merlin

Przyszła na świat jako Norma Jeane 1 czerwca 1926 r. w Los Angeles. Nigdy nie miała ojca, a nawet go nie poznała. Jej matka Gladys Paeral Baker z domu Monroe – montażystka filmowa marząca o karierze aktorki – nigdy nie zdradziła kim był biologiczny ojciec jej trzeciego dziecka. Córce nadała imiona po swojej ulubionej aktorce, a nazwisko jednego ze swych partnerów Mortensen. W młodości Norma znana była też jako Baker – po byłym mężu matki.

Demony dzieciństwa
Nigdy nie doświadczyła matczynego ciepła. Dzieciństwo spędziła w rodzinach zastępczych i sierocińcach. Już jako kilkulatka została oddana pod opiekę sąsiadów – przykładnej, katolickiej lecz niezamożnej rodziny. Bolenderowie mieli już dwoje dzieci lecz przyjęli małą (oczywiście za opłatą). Szybko się w niej zakochali nie mogąc oprzeć się wdziękowi uroczego dziecka. To oni dali dziewczynce namiastkę prawdziwego domu. Norma mieszkała u nich od poniedziałku do piątku, kiedy to Gladys spędzała całe dni w pracy a wieczorny w ukochanym kinie. W weekendy wracała do matki – te dni wspominała najgorzej. Matka nienawidziła córki, nie mogąc znieść obecności dziewczynki, często zamykała ją w szafie.

Jako najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa dorosła Marilyn wskazywała dzień, w którym jej babcia chciała udusić ją poduszką. Kobieta ta, tak samo jak dziadek i matka Normy cierpieli na zaburzenia psychicznie. Dolegliwości tliły się po cichu, by w końcu wybuchnąć z nieopisaną siłą. Kiedy i Gladys zabrano ją do szpitala psychiatrycznego, dziewięcioletnia wówczas Norma trafiła do miejskiego sierocińca. To były ciężkie dwa lata. Inne wychowanki dokuczały jej wytykając szaleństwo matki. Piętno córki wariatki sprawiło, że do końca swego życia Marilyn bała się, że ją spotka ten sam los. Świadomość obciążenia genetycznego powodowała strach, bezsenność, lęki nocne, a także depresje. Dolegliwości te towarzyszyły Marilyn już do końca jej dni. By odpędzić demony Marilyn coraz częściej sięgała po alkohol i środki uspokajające.

Szara myszka seksbombą
Już jako dwunastolatka, Norma przyciągała wzrok mężczyzn. Jej  ciało wcześnie nabrało kobiecychkształtów o idealnych proporcjach. Pełny biust, wąska talia, ponętny, chwiejny chód sprawiały, że przechodnie odwracali się za nią, gwizdali, trąbili… Już wtedy dziewczyna zdawała sobie sprawę ze swej seksualności. Doskonale wiedziała jak podkreślić swoje walory. Jednak ponętna seksbomba wzbudzająca męskie fantazje nie była dziełem natury. Norma Jeane miała przeciętną, nieco przaśną urodę – zbyt szeroko rozstawione oczy i niezgrabny nos. Marilyn była idealna. Nad jej wyglądem pracował sztab ludzi – wizażystów i stylistów. Sztukę makijażu opanowała do perfekcji. Usta malowała pięcioma szminkami układając barwy tak, aby nadać wargom odpowiedni kształt i wielkość, mocno podkreślała brwi. Przefarbowała włosy na platynowy blond (naturalnie była brunetką). Dobrze jednak wiedziała jak zatuszować swój zbyt mały podbródek.  Żeby odciągnąć od niego uwagę,nie pozwalała się fotografować z zamkniętymi ustami. Gdy je rozchylała – problem znikał – nikt nie patrzył na mały podbródek a jedynie na zmysłowo wydete wargi. Na początku lat 50. poddała się operacjom plastycznym. Zmniejszono jej nos, a w podbródek wszczepiono implant.

Flaga Ameryki
Marilyn stosowała też szereg innych zabiegów. Miała w zwyczaju podpiłowywać obcas jednego z butów, aby jej chód był jeszcze bardziej falujący. W sukienki i bluzki wszywała małe guziki na wysokości sutków. „Hollywood to takie miejsce, w którym płacą ci tysiąc dolarów za twoje ciało, a jedynie 50 centów za duszę.” – mówiła. „Kłopot w tym, że symbol seksu staje się przedmiotem, a ja nie znoszę być traktowana jak przedmiot”. Jednak wszystko co robiła – każdy jej gest i uśmiech – kierowany był do fanów. W uznaniu wielbicieli odnajdowała akceptację i miłość, których tak bardzo pragnęła, a których nie zaznała w dzieciństwie. „To oni byli prawdziwymi panami życia Marilyn Monroe” napisał w biografii aktorki Alfonso Signorini. Sama mawiała „Wiedziałam, że należę do publiczności, do świata. Nie dlatego, że byłam szczególnie utalentowana czy piękna, ale dlatego, że nigdy nie należałam do nikogo innego”.

Amerykański sen
Swoją karierę zaczęła jako modelka. Do pierwszej sesji pozowała w fabryce samolotów, w której pracowała. Propagandowe zdjęcia miały pokazać zaangażowanie kobiet w wojnę, do której dołączyły Stany Zjednoczone. To był początek ery Marilyn. Jeszcze jako Norma Jean Dougherty (po pierwszym mężu) podbiła serce Ameryki ukazując się we wszystkich możliwych czasopismach. Wkrótce zaproponowano jej pracę dla wytwórni filmowej, wtedy też przyjęła pseduonim artystyczny. Marilyn po aktorce Marilyn Miller, Monroe – panieńskie nazwisko jej matki.

Pierwszy kontrakt podpisała w 1947 r. z 20th Century Fox. Jednak, po kilku nieudanych filmach, wytwórnia rozwiązała umowę, a Marilyn wróciła do modelingu. Podczas pierwszego kryzysu w karierze zdecydowała się na pozowanie do zdjęć nago. Sesja ta została wykupiona przez Hugh Hefnera i ukazała się w pierwszym numerze Playboya.

Na początku lat 50. zagrała w kilku filmach i, już jako znana aktorka, dostała angaż w ekranizacji Mężczyźnie wolą blondynki. Obraz ten przyniósł jej sławę i status gwiazdy. Artystyczne image Marilyn– platynowe blond włosy, zmysłowy styl, malowane znamię na policzku – tak naprawdę wzorowany był na wizerunku Jean Harlow – aktorki z lat 30. Monroe była u szczytu sławy. Okryknięta najseksowniejszą i najbardziej pożądaną kobietą Ameryki. Za to wszystko przyszło jej zapłacić słoną cenę.

Cena sławy
„Kariera to piękna rzecz, ale nie możesz się do niej przytulić w zimną noc.” – mówiła. Przez życie i łóżko Marilynprzewinęło się wielu mężczyzn – mniej lub bardziej znanych w świecie showbiznesu. Reżyserzy, producenci, aktorzy… Z żadnym jednak nie potrafiła stworzyć długotrwałego, szczęśliwego związku. Zawsze na piedestale stawiała karierę i gotowa była dla niej poświęcić wszystko. Diwa stawała na ślubnym kobiercu trzy razy. Najpierw w 1942 r. w wieku szesnastu lat z Jamesem Dougherty – synem sąsiadów. Norma uwiodła mężczyznę z premedytacją. Pierwsze małżeństwo było sposobem na uniknięcie sierocińca, do którego miała wrócić po wyjeździe jej prawnej opiekunki. Trwało dwa lata – po angażu w 20th Century Fox rozwiodła się, gdyż wytwórnia preferowała zatrudniać panie stanu wolnego. Drugie – z gwiazdą rugby Joem DiMaggio – próbą utrzymania swej popularności…. Marilyn z góry skazała ten związek na niepowodzenie – była niewierna mężowi, on zaś chorobliwie zazdrosny. To Joe kazał Marilyn założyć dwie pary majtek do kultowej sceny ze Słomianego wdowca, gdzie podmuch powietrza z wentylatora metra podwiewa białą sukienkę Marilyn. Małżeńswto nie przetrwało nawet roku. Jednak to właśnie drugi mąż Marilyn już po rozwodzie wielokrotnie wspierał i pomagał gwieździe podczas jej kolejnych upadków.

Pani Miller
Jedynie trzeci ślub, z Arthurem Millerem, podyktowany był prawdziwym uczuciem – fascynacją, która przerodziła się w miłość. To właśnie z nim – poważanym scenopisarzem i intelektualistą – stworzyła najdłuższy, bo aż pięcioletni związek. On miał opinię przykładnego męża i ojca. Mimo to, zostawił rodzinę by związać się z diwą. Razem założyli własną wytwórnię filmową, lecz nigdy nie udało im się stworzyć pełnej rodziny.

Marilyn nigdy nie została matką, choć bardzo tego pragnęła. Wciągu całego swojego życia w ciąży była aż trzynaście razy. Nigdy jednak nie udało jej się urodzić dziecka. Każde poronienie powodowało u niej depresje. Miewała myśli samobójcze. Kilkakrotnie, po nieudanej ciąży, przedawkowała barbitulany – środki nasenne. „Jeżeli nie mogę być matką, niech przynajmniej będę aktorką. Ja muszę być kimś! I, cokolwiek to jest, chcę być w tym dobra!” Po każdym kryzysie Marilyn podnosiła się. W końcu jednak zrozumiała, że nie jest zdolna urodzić dziecko.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzy naturalne oleje rzeczywiście czynią cuda?
Następny artykułCodzienność też jest fajna
Weronika Dębowska
Redaktor naczelna magazynu VERONIQUE. Mówi o sobie "umiarkowana feministka". Fascynują ją odważne i nietuzinkowe kobiety śmiało idące przez życie. Lubi śledzić nowinki modowe. Stara się prowadzić zdrowy tryb życia, ale nie popada w paranoję. Kocha podróże - te dalekie i te całkiem bliskie. Szczęśliwa (choć nieidealna) mama dwójki szkrabów. Założyła VERONIQUE chcąc się dzielić z innymi kobietami wszystkim tym, co uważa za wartościowe.