Polub nas na Facebooku

Nie muszę, ale powinnam. Nie chcę, ale zrobię innym przyjemność. Wolę odpocząć, ale nie będę traciła cennego czasu. Kobieta codziennie toczy ze sobą wewnętrzną walkę.
Pytanie: po co?

fot.: Caleb Woods, unsplash.com
fot.: Caleb Woods, unsplash.com

Różnicę między męskim a kobiecym punktem widzenia trafnie uwidaczniają myśli chłopca i dziewczynki siedzących na ławce w parku, patrzących na księżyc w pełni. Chłopiec myśli o wszechświecie, o jego bezmiarze i tajemnicy, a dziewczynka: powinnam umyć głowę. Tak napisała Alice Munro, pisarka i laureatka literackiej Nagrody Nobla z 2013 roku, w jednej ze swoich książek.

Dziwny zbieg okoliczności, że właśnie teraz, przed Świętami Bożego Narodzenia, wpadł mi w ręce ten tytuł. Święta to przecież czas, w którym słowo „powinnam” staje się mantrą większości kobiet. Powtarzają je częściej niż swoje imię. Czują się zobowiązane, odpowiedzialne i gotowe zrezygnować z odkrywania magii oraz tajemnicy na rzecz… zadowolenia innych.

Powinnam zorganizować kolację wigilijną dla całej rodziny, muszę zrobić dwanaście potraw, wypada pojechać do cioci Basi, wujka Stefana, kuzynki Moniki i stryja Grzesia. Należy umyć okna, polakierować podłogę, uprać firanki i pamiętać o tym, żeby lampki na choinkę zadziałały. A prezenty? Czuję się w obowiązku dać chociaż mały podarunek wszystkim, których będziemy odwiedzać albo będą wpadać do nas. Co chciałby dostać wujek Stefan? Zaraz zadzwonię do Leny może będzie wiedziała…

Byle wytrzymać do Trzech Króli. Potem pojawimy się znowu w pracy, a życie wróci do normy. Zajmiemy się innymi sprawami, które w kontekście Świąt wydają się mniej wyczerpujące. Nawet na więcej beztroski sobie pozwolimy, żeby wylizać rany poniesione w trakcie rodzinnych spotkań. Nikt już nie będzie z góry negatywnie oceniał naszego życia i mówił, że sałatka jest za kwaśna.

A może zanim odegramy ten coroczny spektakl powiemy sobie: STOP! Na chwilę zapomnijmy o tym, że „powinnyśmy umyć głowę”! Zacznijmy już dziś podziwiać świąteczne wystawy sklepowe, cieszmy się z dziećmi pierwszym (i każdym kolejnym) śniegiem. Zróbmy sobie beztroskie święta, bez dwunastu potraw i przymusowego rosołu. Może by tak obejrzeć (z popcornem w ręku) „To właśnie miłość” albo „Kevina samego w domu”?
Święta to przecież JEST wspaniały czas, w którym można, co roku odkrywać coś nowego, a przed 1 stycznia z odwagą myśleć o tym, co nas czeka.

Pokażmy córkom, że możemy gotować bigos, przyrządzać karpia, piec piernik, zapraszać rodzinę i kupować prezenty. Pod jednym warunkiem! Że to sprawia nam radość. Jeśli nie – niech odejdzie do lamusa.

Nie uczmy małych kobiet tego, że po każdym rodzinnym Bożym Narodzeniu należy powiedzieć „ale jestem zmęczona. Dobrze, że Święta już się skończyły”.