Polub nas na Facebooku

Zamieniła stanowisko szefowej dużego działu korporacji – szybkie życie w „garniturze-mundurze” – na życie na własnych warunkach, pełne pasji i twórczości, którą kochała od zawsze. Barbara Kwiecień po 15 latach ciężkiej pracy, postanowiła dać sobie więcej luzu i… robić broszki.

595

Weronika Dębowska: Zanim założyłaś firmę „House of April” w ramach której tworzysz broszki, przez kilkanaście lat do pracy w korporacji codziennie chodziłaś w – jak to nazywasz – „garniturze-mundurze”. Nie nosiłaś wtedy żadnej biżuterii. Skąd pomysł na tworzenie kolorowych, wyrazistych broszek?

Barbara Kwiecień: Broszki po prostu do mnie przyszły… Pochodzę z domu, gdzie ceniło się umiejętności wykonywania różnych rzeczy własnymi rękoma. Moja mama zawsze mówiła: Nie kupuj mi nic, zrób mi coś. I tak, szukając odskoczni od pracy w korpo, malowałam, rysowałam, zajmowałam się decoupagem, robiłam na drutach i szydełku, haftowałam aż w końcu zachwyciłam się wszystkimi kolorami tęczy pięknych wstążek, które znalazłam w pasmanterii. Zaczęłam eksperymentować i wyszła mi broszka. Potem ulepszałam ją przez ponad rok! Zaprojektowałam specjalny tył z brązu, złożyłam wniosek o ochronę patentową i… jest!

16711621_10155244875971062_1219515160573743_n

Jak wygląda wymyślanie broszki? Skąd czerpiesz inspiracje?

Kocham kolory! Staram się, aby broszki powstawały we wszystkich możliwych barwach i odcieniach – od dzikich neonów po romantyczne pastele. Kompozycje zależą też od biżuterii. Staram się, aby układ kolorów nie przekraczał trzech głównych oraz aby tonacje ciepłe były zestawiane z biżuterią w ciepłych barwach, a zimne z zimną. To ważne, ponieważ wtedy broszki są harmonijne. Zestawianiem kolorów wstążek często podpatruję w przyrodzie – bajeczne motyle i ptaki Ameryki Południowej są mi szczególnie bliskie.

irlandiaMasz swoją ulubioną broszkę?

Oczywiście! To Irlandia – broszka z zieloną wstążką bazową, granatową tworząca kontrast i srebrną biżuterią z zielonym oczkiem. To broszka z pierwszej kolekcji. Mam do niej ogromny sentyment. Kiedy ją zakładam, zawsze sobie śpiewam „kocham cię jak Irlandię…”

Wszystkie broszki Twojego autorstwa są bardzo barwne i nie da się ich nie zauważyć. Do jakich stylizacji pasują? Do jakich kobiet adresowana jest oferta House of April? Czy mogłabyś ją założyć do „garnituru – munduru”?

Myślę, że moje broszki trochę zaskoczyły moje klientki. Są to odważne, zajęte zawodowo kobiety, które między innymi ważnymi potrzebami, chcą czuć się widoczne, oryginalne, ważne dla siebie samych. Uważam, że właśnie takie panie najchętniej kolekcjonują moje broszki. Ogromna większość klientek ma więcej niż dwie, ale jest też kilkadziesiąt które mają więcej niż dziesięć! Rekordzistki dochodzą do 30 w kolekcji.!

Na naszym Instagramie houseofapril_hoa jest dużo zdjęć, którymi dzielą się z nami moje klientki. Ich wyobraźnia nie ma granic – noszą broszki do koszul, garniturów, marynarek, swetrów, sukienek, kurtek skórzanych, futer, ale i do T-shirtów i dresów. Wpinają broszki w opaski we włosach, dopinają do chust, pasków, torebek. Zwłaszcza panie w korporacjach lubią zakładać broszki do koszuli i marynarki. Jest to taki mały wyróżnik.

12Gdzie znajdziemy House of April?

Jesteśmy przede wszystkim w sieci – nasz sklep www.houseofapril .com dostał WEBSTAR za najlepszy sklep modowy w Polsce 2015. I chociaż bardzo staramy się, aby nasze klientki miały wszystko czego potrzebują w sieci – to jednak kontaktu osobistego to nie zastąpi. Dlatego jeździmy na kongresy kobiet, konferencje – te związane z biznesem i te związane z rozwojem. Dodatkowo pokazujemy się na targach modowych – SLOW FASHION, GRAND BAAZAR, MUSTACHE etc. Mamy też ogromne szczęście do wspaniałych partnerów dzięki którym jesteśmy w takich miejscach jak Atelier Justyny Ołtarzewskiej na Wilanowie czy Mokotowska gdzie jesteśmy w towarzystwie marki Stetson i Maajla w butiku Lewanowicz.

Z etatu do własnej firmy, z branży PR do nieznanej Ci  wcześniej branży modowej.  Czy zmiana była trudnym przeżyciem?

To mój dyżurny temat rzeka – właśnie piszę książkę, której część poświęcam na pokazanie amoku w którym żyłam przez kilkanaście lat i tzw. full stop czyli zaciągnięcia hamulca ręcznego. Prawda jest taka, że było bardzo ciężko.  Z „salonów” największych marek i firm świata, na własne życzenie trafiłam do „garażu” – maleńkiej pracowni u mnie w domu. Z prezes zarządzającej kilkudziesięcioma osobami –  do zaledwie dwuosobowego teamu ( od dwóch lat pracuję razem z koleżanką Kasią Rowińską). Wszystko jest inne! Jest takie kolokwialne wyrażenie – krew, pot i łzy – w moim przypadku to opis tylko promila mojej historii. Ale… nauczyłam się bardzo wiele, spotkałam masę życzliwych i wspierających kobiet, popełniłam setki błędów, dałam się naciągnąć na głupoty i myślę, że dziś mogę powiedzieć, że już mniej więcej wiem o co w tym wszystkim chodzi (śmiech).

2a

Twoja dewiza życiowa to…

Pocałuj mnie w broszkę! To znaczy: „daj mi żyć tak jak ja chcę, a, ja kierując się filozofią aby nadawać życiu znaczenie, zrobię z mojego życia arcydzieło”.  Rodzina, praca, dobro czynienie to właśnie oddanie wartościom buduje sens w naszym życiu. A dewiza „Pocałuj mnie w broszkę” ma wspierać mnie i inne kobiety w chwilach słabości, trudnych wyborów, a ale i w chwilach radości i zabawy. Myślę, że to jest hasło, które kobiety rozumieją doskonale, a każda nadaje mu swoje znacznie.

Jakie są Twoje plany na przyszłość związane z rozwojem marki?

Niezmiennie zamierzam podążać za marzeniami – chcę zbudować silną, kobiecą markę w Polsce. W tym roku koncentruję się na rozwijaniu sprzedaży za granicą. W sferze marzeń jest dom mody – mam już projekty jedwabnych chust, jedwabnych bluzek, spinek do mankietów – ale to na razie melodia przyszłości. Nie ukrywam, że do jej realizacji przydałby się duży inwestor. W tej chwili mam bardzo dużo pomysłów dotyczących nowych kategorii broszek. Będzie więcej elegancji, więcej szaleństwa – więcej luzu w broszce…