Szczęśliwi bezdzietni i nieszczęśliwi dzieciaci?

Polub nas na Facebooku

Na jednym z poczytnych portali internetowych skierowanym do rodziców, ale głównie do matek, żon i partnerek, przeczytałam: „W Polsce coraz więcej par decyduje się na związek bez potomstwa, zwany zagranicą DINK, czyli Dual Income, No Kids. Według danych Uniwersytetu Opolskiego w naszym kraju żyje w sumie około 30 proc. bezdzietnych małżeństw, blisko 20 proc. z nich ma problemy z płodnością. Szacuje się więc, że tych bezdzietnych z wyboru jest między 6, a 10 proc.”

Po pierwsze warto tutaj podkreślić, że tych bezdzietnych z wyboru wcale nie jest tak dużo – jak wynika z cytowanych przez portal danych. Zostawmy jednak fakt, że artykuł został sformułowany pod z góry ustaloną tezę. Dlatego, że w tekście znalazłam coś ważniejszego, na co warto zwrócić szczególną uwagę.

Czytając dalej dowiedziałam się, że: „ (…) zadowolenie z małżeństwa spada w momencie przyjścia na świat dziecka. Wzrost zadowolenia następuje dopiero po opuszczeniu przez dzieci domu” oraz „zdaniem Zofii (jedna z bohaterek tekstu) ich związek rósł w siłę, bo nigdy nie był zakłócony przez chaos, jaki wnoszą dzieci. Według niej dla małżeństwa potomstwo, to częściej nieporozumienia, frustracja, finansowe obciążenie i psychiczne zmęczenie”.

Przejrzałam też komentarze, które pojawiły się pod tekstem i…

„Jak co kilka tygodni jeżdżę do rodziców witam się z dziadkiem. Dziadek mieszka z rodzicami, dziadek ledwo chodzi, dziadek prawie nie słyszy, wymaga niemal stałej opieki. Gdyby nie miał dzieci to pewnie by już nie żył lub wegetował w jakimś przytułku dla osób starszych, bo jego emerytura nie wystarczyłaby na dobrej jakości dom starości (…)”.

Przeczytałam artykuł, przeczytałam komentarze i miałam ochotę krzyknąć: ludzie, co się z nami dzieje!?

Mam męża. Dzieci nie mam, ale nie zgadzam się z tezą artykułu. Nie dlatego, że jestem nieszczęśliwa, bo nie jestem, ale m.in. dlatego że nie chciałabym przeczytać, będąc szczęśliwą matką, że moje małżeństwo jest skazane na porażkę, bo… mam dzieci! Naprawdę!?Nie ma szczęśliwych małżeństw, par, które spełniają się w roli rodziców i dogadują się? Ani jednego takiego przykładu?

Z drugiej strony, nie mam dzieci, póki co nie planuję i na pewno zdania nie zmienię czytając o tym, że czeka mnie samotna starość. Nawet, jeśli kiedyś zostanę matką, to nigdy nie oczekiwałabym od dzieci, że zajmą się mną „na starość”.

Czy jako córka czuję się komfortowo słuchając, że moim obowiązkiem wobec matki jest to czy tamto? Nie, bo ja, jako córka i moja potencjalna córka również – mamy prawo do swoich życiowych decyzji i planów.

Czy moja potencjalna córka ma obowiązek mieszkać ze starszą kobietą, która potrzebuje opieki, zamiast na przykład wychowywać swoje dzieci albo robić karierę zawodową? Nigdy nie chciałabym blokować moim dzieciom rozwoju i stać im na drodze do szczęścia.

Wielu zacznie krytykować, że tak piszę, bo nie mam dzieci… itp. itd. Dobrze. Macie prawo, a ja mam prawo zapytać: kiedy i dlaczego staliśmy się wyrachowanymi i bezdusznymi istotami. Nie mamy dzieci, bo chcemy żyć wygodnie i mieć kasę. Mamy dzieci, bo chcemy mieć zapewnioną opiekę i pieniądze na starość.

Po co żyć, jeśli wszystko, co robimy ma się komuś lub czemuś opłacać? A co ze zwykłą chęcią posiadania dziecka? Tak zwyczajne, po prostu, bo chcę, bo lubię dzieci, bo chce mieć kogo kochać i z kim chodzić na plac zabaw.

Co ze zwyczajną niechęcią posiadania dziecka? Po prostu tego nie czuję i z różnych powodów, często rodzinnych, nie zdecyduję się na dziecko i nie ma dla mnie znaczenia, czego chce ode mnie Polska i Polacy.

Czy każde bezdzietne małżeństwo jest udane i lepsze niż to z dziećmi? Nie. Bezdzietne małżeństwa też przechodzą kryzysy, problemy, nie dogadują się i w końcu rozwodzą.

Czy każda para posiadająca dzieci czuje się sfrustrowana i wypalona? Nie, oczywiście, że nie. Owszem posiadanie dzieci wymaga wielu wyrzeczeń, często rezygnacji z planów i własnych zainteresowań, ale czy to znaczy, że jest nam wtedy gorzej? Po prostu zmieniamy optykę i nastawiamy się w życiu na coś zupełnie innego.

Wybrałam jedną z opcji, ale nie uważam, że któraś z nich jest lepsza. Po prostu tak się lepiej czuję i tak chcę przeżyć swoje życie, bo będę żyła tylko raz. Może będę sama i nie będę miała dziecka, ale czy będę czuła się wtedy samotna? Z drugiej strony mogę mieć dzieci oraz mnóstwo rodziny dookoła siebie i czuć się osamotniona.

Głupota, brak myślenia i brak pomysłu na życie – to są rzeczy, nad którymi powinniśmy się zastanowić. Myślenie bywa bolesne, ale jest to ból przyjemny – niczym zakwasy, po ciężkim treningu, który podniósł w naszym organizmie poziom endorfin.

Życiowe wybory to nie są tematy, które można w prosty sposób zaszufladkować, wypisać w tabelce i podzielić na te, które mają sens i te, które sensu nie mają.