Polub nas na Facebooku

Kupiliście petardy? Jeśli nie to, nie kupujcie ich w tym roku, bardzo proszę.

gxyfjqg7lno-mike-burke

Nie rozumiem tej tradycji i nigdy nie rozumiałam. Jako dziecko bardzo się sylwestrowych wybuchów bałam, a teraz drżę o życie mojego psa. Warto dodać, że w domu psa miałam zawsze i prawie zawsze był to akurat taki osobnik, który wybuchów się panicznie bał.

Za kilka dni sylwester. Dla większość z nas to obietnica dobrej zabawy, super spotkania, a później źródło wielu fajnych wspomnień. Dla mnie to obietnica tego, że mój pies będzie wymagał dużo więcej uwagi. Nie pójdzie pobiegać, nie będzie skakał i nie przyniesie piłki. Każdy spacer – jeszcze dwa tygodnie po sylwestrze, bo tyle zazwyczaj trwają wybuchowe zabawy Polaków – będzie polegał na kurczowym trzymaniu smyczy. W sylwestra mój pupil nic nie zje, a potem przez 2-3 tygodnie prawie nic.

Tabletki na uspokojenie? Od trzech lat weterynarz zapisuje mojemu psu inne środku uspokajające. Jeszcze żadne z nich nie pomogły. Zmieniamy i sprawdzamy. Nie tracę nadziei, bo łatwiej będzie trafić na odpowiednie środki uspokajające, niż namówić ludzi do zrezygnowania z tej dziwnej sylwestrowej zabawy.

Mój pies jest w domu. Nie zaginął. Jednak nie wszystkim udaje się pupila upilnować. Od zeszłorocznego sylwestra sąsiedzi mają dwa psy. Mieli swojego, a po hucznej imprezie 2014 przypałętał się drugi. Szukali właściciela. Nie znaleźli. Ten psiak miał szczęście, bo trafił na kogoś, kto go przygarnął. Jest jednak sporo innych, które po sylwestrze trafiają do schroniska albo wpadają pod samochód.

Możecie mówić, że pies to pies. Ważniejszy jest człowiek. Jest tylko jedna taka noc w roku. W porządku. Niech będzie. Psy podobno nie mają zawałów.

Jest jednak coś jeszcze. W roku 2014 mój pies spędził sylwestra u babci mojego męża. Sama dziadków od dawna nie mam. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób babcia męża spędza sylwestra. Teraz już wiem! W łazience! Dlaczego? Nie ma w niej okien, a odgłosy wybuchów słychać trochę słabiej. W zeszłym roku spędziła go w łazience razem z psem. Siedziały i trzęsły się wspólnie. Może było im trochę raźniej.

Babcia w dniu wybuchu II wojny światowej miała 9 lat. Do tej pory wspomina esesmana, który stał przy wejściu do szkoły, a ona patrzyła na jego skórzane długie buty i bała się wejść na lekcje. Opowiada o niewybuchach, które po wojnie znajdowały się w całej Warszawie. Jest też wiele rzeczy, myśli i wspomnień o których nie mówi, bo dokładnie nie pamięta, bo nie chce i z wielu innych – tylko sobie znanych –powodów.

Wiem, że sporo przede mną ukrywa. Nie potrafiła jednak ukryć tego, iż kilka godzin sylwestra spędziła w łazience. Przeczekała tam fajerwerkową kumulację. Później wzięła pigułkę nasenną i zasłoniła szczelnie okna. Wytłumaczyła wszystko faktem, że mieszka na parterze i „te petardy na parterze to bardziej słychać”. Poza tym „ci ludzie tacy teraz nieodpowiedzialni, że nie wiadomo czy jej przez okno petardy nie wrzucą”.

Wiem jednak, że jest coś jeszcze, czyli wspomnienie wojny, które w niej pozostanie na zawsze…

Dlatego jeszcze raz proszę, jeśli nie kupiłeś jeszcze petard – nie kupuj ich w tym roku. Moja babcia i mój pies będą Ci niezmiernie wdzięczni. Twój portfel też się ucieszy. Pomyśl, że pod koniec roku, regularnie, puszczasz z dymem kilka stówek.

Niech nikt nie rozpoczyna nowego roku z najgorszymi wojennymi wspomnieniami albo w rozpaczy – po stracie ukochanego czworonoga.