Piłka nożna wpływa na mózg!

Polub nas na Facebooku

Piłka nożna to najpopularniejszy sport na świecie. Zdaniem neurologów z Nowego Jorku, nie można bagatelizować skutków, które może przynieść im zbyt częsty kontakt głowy z piłką. Towarzyszące nam czasem wrażenie, że ten sport może „przewrócić w głowie”, ma też – jak się okazuje – całkowicie medyczne podstawy.

Woman-Female-Football-Trickster

Jak poinformowano podczas dorocznego zjazdu Radiological Society of North America (RSNA), częste uderzanie piłki głową może prowadzić do zauważalnych zmian tkanki nerwowej. Naukowcy z Albert Einstein College of Medicine Uniwersytetu Yeshiva w Nowym Jorku nie twierdzą, że jednorazowe uderzenie piłki może przynieść opłakane skutki zauważają jednak, że częste „główki” w trakcie meczów, czy na treningu mogą prowadzić nawet do objawów wstrząśnienia mózgu.

– Ludzie są przekonani, że uraz występuje tylko przy bardzo silnym ciosie. Ale trwały ślad zostawia każde najmniejsze zderzenie czy uderzenie – powiedział Willie Stewart – neuropatolog ze Szpitala Południowego w Glasgow w rozmowie z agencją Reuters. Ostrzega, że objawy takie jak bóle głowy, nudności czy niewyraźne widzenie mogą pojawiać się nawet kilka godzin po zdarzeniu.

Naukowcy zbadali 12 niemieckich piłkarzy, którzy trenowali od dzieciństwa i nigdy nie mieli wstrząśnienia mózgu. Ich wyniki porównali z grupą pływaków i nie wykazały one żadnych patologii. Jednak różnica wystąpiła pod względem objętości istoty białej w mózgu, w obszarach odpowiedzialnych m.in. za pamięć i koncentrację. Do komunikacji z różnymi obszarami mózgu służy właśnie istota biała.Tworząc osłonki mielinowe wokół aksonów, umożliwia szybkie przewodzenie impulsów. W ten sposób pełni bardzo ważną rolę w procesie np. uczenia się.
– Zasada powinna być prosta – jeśli trener widzi, że zawodnik ma kłopoty z utrzymaniem równowagi czy koncentracją, powinien zdjąć go z boiska. Wstrząs mózgu to niewidoczna, ale niezwykle groźna kontuzja. Może dojść do tego, że gracz nie będzie miał pojęcia, na którym jest stadionie i co na nim robi – przestrzega Willie Stewart.