Polub nas na Facebooku

Leciałaś kiedyś samolotem? Pamiętasz tę sytuację, kiedy tuż przed startem tłumaczą, jak postępować na wypadek awarii? No właśnie… stewardesa zawsze powtarza tę samą, nudną i wyuczoną formułkę: maskę nakładasz najpierw sobie a potem dziecku. Z macierzyństwem jest dokładnie tak samo, paradoksalnie powinnaś zaspokajać najpierw swoje potrzeby, a dopiero potem dziecka.

39560962_xxl

Paradoks matki

I co, jesteś zdziwiona? A może cię oburzyłam i masz ochotę w tej chwili trzasnąć laptopem? Spokojnie, ochłoń i posłuchaj mnie przez chwilę. Tak wiem, co w pierwszym odruchu sobie pomyślałaś: „ten artykuł to bzdura i musiała go napisać jakaś bezdzietna zołza!” Pudło, jestem matką dwójki dzieci i temat piramidy potrzeb znam od podszewki, przerobiłam go na własnej skórze. Przy pierwszej córce latałam z językiem na brodzie nie rejestrując  jaki dzień tygodnia mamy, zapominając zrobić siusiu, a o ciepłej kawie mogłam tylko pomarzyć…

Błędne koło

Brzmi znajomo? Na pewno, bo gdy na świecie pojawia się dziecko, wszystko zaczyna się kręcić wokół niego. Chcę cię uświadomić, że to ogromny błąd. Nie, spokojnie, nie jestem wyrodną matką, egoistką, która nie respektuje potrzeb swoich córek. Nic z tych rzeczy. Po prostu dziś już wiem, że do momentu, kiedy ty, matko, o siebie nie zadbasz i nie zaspokoisz swoich podstawowych potrzeb, nie będziesz szczęśliwa. Ani ty nie będziesz szczęśliwa, ani twój partner, ani tym bardziej dziecko. Dlaczego? Pewnie słyszałaś to już milion razy, ale tak, powiem to po raz kolejny: zadowolona matka równa się zadowolone dziecko. Niby takie oczywiste, ale okazuje się, że w praktyce równie trudne do realizacji.

Gdy nienawidzisz własnego odbicia

Nieprzespane noce, odwodniony organizm, zaniedbane ciało, wyciągnięty dres i zero wytchnienia od dziecka. Od kiedy urodziłaś wydaje ci się, że nic prócz dziecka nie istnieje. Na początku zaciskasz zęby (tłumaczysz sobie, że taka jest twoja rola w końcu jesteś matką). Później pojawiają się pierwsze frustracje, permanentne zmęczenie i w końcu łapiesz się na tym, że obsesyjnie odliczasz nie godziny, ale minuty do powrotu partnera z pracy. Rozważasz skrócenie macierzyńskiego z roku do minimum. Coraz częściej przekonujesz siebie, że powierzenie opieki nad dzieckiem teściowej to w gruncie rzeczy nie jest taki zły pomysł, jak na początku sądziłaś… Jednym słowem masz dość bycia matką. Denerwuje cię własne dziecko i wszystko, co z nim związane. Najchętniej uciekłabyś na koniec świata, albo po prostu wyszła i biegła przed siebie do utraty tchu, wszystko po to, aby tylko pobyć w końcu sam na sam ze sobą i własnymi myślami.

Poczucie winy

Jeżeli miałaś tak kiedyś w życiu (a mniemam, że prędzej czy później każda z nas tak ma) wiedz, że nie jesteś złą matką. Jesteś najlepszą mamą jaką możesz być. Dajesz z siebie wszystko i to dlatego czujesz się wypalona. Najwyższy czas poprosić o pomoc i ustalić nowe priorytety. Po pierwsze: poranne rytuały. Pamiętasz jeszcze jak przed narodzinami dziecka uwielbiałaś brać długi gorący prysznic i sączyć świeżo zaparzoną kawę? Dlaczego teraz miałabyś z tego przywileju zrezygnować? Ojciec dziecka może chyba rano przed wyjściem do pracy dać ci kwadrans na poranną toaletę i małą filiżankę napoju bogów? Dopiero przy drugiej córce uświadomiłam sobie, że proszenie o pomoc męża i mówienie wprost o tym, że czasem nie daje rady jest najzupełniej normalne. Po drugie: skończ z poczuciem winy, że nie zawsze tryskasz energią od rana do świtu. Jesteś tylko człowiekiem i czasami możesz po prostu wstać „lewą noga”. To, że tego dnia nie masz ochoty setny raz oglądać Świnki Peppy nie oznacza, że nie kochasz swoich dzieci. Bez wyrzutów puść dziecku kreskówkę, a sama nadrób zaległości w porannej prasówce. Po trzecie: nie musisz być ideałem, nic się nie stanie jak raz na jakiś czas nie wstawisz prania, na obiad będą kanapki, a wy zamiast iść na spacer zrobicie sobie z dzieckiem pidżamowy dzień. Naprawdę życie jest zbyt krótkie, a twoje zdrowie zbyt cenne, by każdego dnia prowadzić nierówny wyścig z czasem. Odpuść sobie i zobacz, jak fajnie może być z maluchem w domu kiedy jesteś wyluzowana, nawet kosztem domowych obowiązków.

Prawa a obowiązki

Bycie rodzicem, a szczególnie już matką, potrafi czasem solidnie dać w kość. By twoje emocje nie rujnowały ci samopoczucia powinnaś przede wszystkim zadbać o siebie. Koniec z niedosypianiem ze względu na brudne naczynia w zlewie i stertę prania do prasowania. Odpuść sobie codzienne gotowanie: rodzina nawet nie zauważy, że dwa z dni rzędu je tą samą zupę, tym bardziej jeśli to będzie ich ulubiona pomidorowa. Korzystaj z pomocy innych. Babcia chce zabrać wnuka na spacer? Nie ma spawy, ciesz się  „wolnością” i odpocznij. Angażuj partnera w prace domowe i mów wprost o tym, że jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku. Znajdź codziennie, ale to bezwzględnie przynajmniej 40 minut na swoje hobby. To może być cokolwiek: spacer, ulubiona lektura, pogaduszki z koleżanka, coś co oderwie cię od codziennej rutyny i opieki nad dzieckiem.

Pokochaj siebie

Zaufaj mi. Wiem, że jeśli najpierw zadbasz o siebie i własne samopoczucie będziesz lepszą, bardziej cierpliwą matką. Nie rezygnuj z porannego prysznica. Pierwsze śniadanie jedz z maluchem, koniecznie z ciepłą kawką. Odpuść sobie bycie perfekcyjną panią domu, w końcu dom to nie muzeum. Mieszkanie nie musi lśnić, wystarczy żeby było ogarnięte na bieżąco. Wiem, że przy dzieciach często zapomina się o własnych potrzebach, a już na pewno o swoim wyglądzie. Jednak dla lepszego samopoczucie nie rezygnuj z ulubionego tuszu do rzęs i tych dopasowanych jeansów, które podkreślają twoje atuty. Rób sobie wolne od dziecka, uwolnij głowę, wyzwól się i bądź najlepszą wersją siebie dla siebie. Szczęśliwa matka, to lepsza matka i w konsekwencji szczęśliwe dziecko, innej recepty na szczęście nie ma.

  • Anonim

    Wszystkie mamy przeczytajcie to 3 razy, a 4raz ze zrozumieniem .Mamy tylko jedno życie,a szczęśliwa kobieta to szczęśliwa rodzina.

  • Jako świeżo upieczona mama już widzę, że nie da się rozdwoić i zrobić wszystkiego a o sobie nie zapominać bo inaczej większy stres i dół. Pomoc innych jest niezawodna i nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ona. Trzeba ją doceniać i korzystać – zajmujemy się dzieckiem razem, w teamie, dzielimy obowiązki. Powodzenia Aniu w dalszym pisaniu

    • Dziękuję Dorotko 🙂 To prawda, my z mężem dzielimy się obowiązkami i korzystamy z pomocy rodziny jeśli się da 🙂

  • Pingback: Matko, najpierw Ty! matka też człowiek, matce się należy()