Polub nas na Facebooku

 

Nie jem mięsa i ryb, a jajka tylko od szczęśliwych kur. Jestem wegetarianką. Nie zawsze nią byłam, ale zawsze jadłam niewiele mięsa, bo nie lubiłam i nie umiałam przyrządzić. Dwa lata temu postanowiłam świadomie i całkowicie z niego zrezygnować. Dlaczego? Poznajcie pięć znalezionych przeze mnie powodów. Macie swoje? Chętnie je poznamy.

vege

  1. Lubię zwierzęta. Fascynuje mnie ich świat i mam dobre serce

W domu mam tylko (a może aż!) psa, ponieważ pracuję, mieszkam w małym mieszkaniu, a posiadanie zwierząt to niestety źródło sąsiedzkich konfliktów. Nie jestem aktywistką, która uwolni szczury z laboratorium albo lisy z hodowli. Nie mam prostej odpowiedzi na pytanie: czy jesteś przeciwna testowaniu lekarstw na zwierzętach? A 1% podatku przekazuję na fundacje i organizacje pomagające ludziom.

Jednak tam, gdzie mogę staram się nie przykładać ręki, a w zasadzie brzucha, do zabijania zwierząt. Zamiast szynki mam na kanapkach pastę warzywną lub awokado, a na obiad gulasz warzywny, świeże warzywa, kotlety z cieciorki lub soczewicy.

Nie raz słyszałam, że chyba nigdy nie byłam naprawdę głodna, bo wtedy zjadłabym nawet swojego psa. Tak, to prawda. Gdybym umierała z głodu pewnie zjadłabym to, co bym dostała, ale teraz nie umieram z głodu i robiąc zakupy w sklepie mogę wybierać to, co chcę, a nie to co muszę.

  1. Chcę zdrowo się odżywiać, a wegetarianizm mi to ułatwia

Często słyszę też od znajomych bliższych i dalszych: źle się będziesz czuła, na pewno będzie ci brakowało witamin i różnych innych pierwiastków. Odpowiedź brzmi: nie widzę żadnej zmiany. Wyniki badań mam takie, jak zawsze i czuję się podobnie, jak wtedy, kiedy jadłam mięso. Prawdopodobnie dlatego, że zawsze jadłam go niewiele. Być może człowiek, który codziennie zjada kanapkę z szynką, kotleta i jajecznicę na boczku poczułby różnicę. Ja jej nie widzę.

Jako wegetarianka nie mam wyjścia muszę jeść więcej warzyw, bo w zasadzie są moim głównym posiłkiem. Zwłaszcza, że mam problemy z tolerowaniem mleka i jego pochodnych. W związku z tym odkryłam sporo warzyw, o których zastosowaniu w kuchni nie miałam wcześniej pojęcia. To sprawia, że jem zdrowej niż wtedy, kiedy miałabym na talerzu kotleta, którym zaspokoiłabym swój głód dużo szybciej.

Dodatkowo, jak wynika z badań, jedząc mięso zjada się przy okazji antybiotyki i trochę innej chemii, którą zwierzęta są szprycowane w trakcie masowej hodowli.Oficjalne dane informują, iż tylko w 2013 roku w produkcji zwierzęcej w Polsce wykorzystano 562 tony antybiotyków.

Występowanie ogromnej liczby zwierząt hodowlanych, które są przetrzymywane w słabych warunkach sprzyja występowaniu chorób zakaźnych. Dlatego hodowcy, profilaktycznie, podają zwierzętom antybiotyki. Leki podawane są zwierzętom również po to, żeby pobudzić ich wzrost. Świnie, krowy czy kury, które dostają wzbogacone nimi pasze, rosną szybciej, jedząc mniej.

  1. Nie mogłabym zostać myśliwym

Nie chcę ani siebie, ani innych oszukiwać, że mięso jest niedobre i zawsze źle smakuje. Istnieje wiele mięsnych potraw, które pachną i wyglądają naprawdę dobrze, ale uważam, że tylko człowiek, który sam potrafiłby upolować czy zabić krowę ma prawo do jej zjedzenia. Ja widziałam krowę, głaskałam ją, obserwowałam też świnie oraz zaglądałam do kurnika i po prostu nie mogę. Nie potrafiłabym wziąć udziału w polowaniu, zabijaniu czy oprawianiu, a więc… mięso nie jest dla mnie!

  1. Nie potrafię udawać, że kotlety rosną na drzewach

Nie będę pisała o wyższości wegetarianizmu nad jedzeniem mięsa. Ani o krowach, które kiedy je pogłaszczesz potrafią łasić się do ciebie niczym pies. Nie chcę też poruszać kwestii pieniędzy i tego, jak bardzo ucierpiałby przemysł mięsny gdybyśmy nagle przestali mięso jeść. Nie zapraszam też na wycieczkę do rzeźni, bo sama tam nie byłam i nie chcę tam iść. Nie wspominam również o świniach czy krowach, które jadą stłoczone w ciężarówce.

Nie jem mięsa, bo nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać i nie chcę sama przed sobą udawać, że schabowy na moim talerzu został wyhodowany w sadzie. Wiem, że aby mieć pewność, iż to, co jem jest zdrowe, to powinnam sama wszystko hodować. Warzywa czy owoce pozostawiają wiele do życzenia, ale… w moim przypadku nie tylko o zdrowie chodzi.

Nie zjem swojego psa, bo jest piękny, porusza się i na pewno w jakiś sposób odczuwa rzeczywistość. Podobnie myślę o krowie, świni czy kurze.

  1. Gotowanie nie jest moją mocną stroną

Mięsa surowego nie da się zjeść, bo po prostu nie. Z mięsem przyrządzonym źle jest podobny problem. Z warzywami jest dużo łatwiej!

Większość owoców oraz warzyw można zjeść na surowo z sosem lub bez, z dodatkami lub bez i z przeróżnymi przyprawami. W takiej postaci są naprawdę pyszne. Wiele jest prostych warzywnych potraw, na które przepis brzmi ugotuj, przypraw i zblenduj lub zmiksuj. W sam raz na moje możliwości oraz czas, który na gotowanie posiadam. Łatwo da się z nich zrobić zupę, pastę na kanapki czy zwykłą sałatkę, a żeby mięso dało się położyć na kanapce, to potrzebnych jest nawet kilka dni. Dobra szynka, to ciężki orzech do zgryzienia dla średnich kucharzy.

Zgadzam się, to nie jest wystarczający argument, ale jest jednym z kilku składających się na moją świadomą decyzję i deklarację, że mięsa już prawdopodobnie nigdy nie zjem. Szanuję tych, którzy nadal są mięsożercami i mam mnóstwo takich znajomych. Staram się jednak, od czasu do czasu, przemycić klika słów na temat mięsa i zwierząt. Co mam do stracenia? W najgorszym wypadku skończy się na bardzo ciekawej dyskusji.