Polub nas na Facebooku

Do tanga trzeba dwojga, to zupełnie jak w życiu, do szczęścia potrzeba partnera.  A co, jeśli wykluczymy związek miłosny oparty na fascynacji erotycznej, chemii, magii i uczuciu? Czy w przyjaźni również do taktu potrzeba zaangażowania obydwu stron?

fot.: Abo Ngalonkulu, unsplash.com
fot.: Abo Ngalonkulu, unsplash.com

Zamiast wstępu

Wydaje mi się, że większość z nas, prócz zawodów miłosnych, w swoim życiu doświadczyła również zawodu w przyjaźni. Tak, tak, mam tu na myśli związek platonicznych dusz, które będąc w głębokiej więzi dzielą ze sobą myśli, sekrety, oraz godziny rozmów i wspólnych doświadczeń.  W tym miejscu pragnę skoncentrować się na relacjach czysto przyjaźnianych, bez elementu fascynacji jak to często bywa w związkach z elementami erotycznej fascynacji. Nad tym dziś nie będę się rozwodziła.

Takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego

Jeśli w swoim życiu chociaż raz zaangażowałeś się bardzo mocno w relację z drugim człowiekiem, jeśli dałeś z siebie 100 % a nic z tego nie wyszło, ten post kieruję właśnie do ciebie. Dawno, dawno temu w czasach zwanych szalonym okresem różowych lat nastoletnich, związałam się z dziewczyną. Przyjaźń nie narodziła się z dnia na dzień, nie była to wypadkowa kolorowych zdarzeń ze szkolnej ławki. Co to, to nie. Patrząc na to co nam się przytrafiło, myślę już teraz po latach z dystansem, że nie był to przypadek, ale przeznaczenie.

Młodość kwiatami usypana

Siostrzana relacja z ową osobą kształtowała się na przestrzeni lat. Wspólne rozmowy do rana, wiele powierzonych tajemnic, wspólne problemy, podobne odczucia, pierwsze wspólne wagary, pierwsze i kolejne zawody miłosne. Dużo tych pierwszych wspólnych razów było, tyle niesamowitych historii, masa kolorowych, totalnie fascynujących godzin we dwie. Jeszcze więcej czasu spędzonego w gronie osobowości, które wspólnymi siłami stworzyłyśmy. Gdy patrzę na to wszystko wstecz – myślę, że piękną miałam młodość, szkolną, licealną, i ten czas na studiach. Totalnie szalony okres, bogaty w cenne doświadczenia, beztroski spędzony na zabawie, hobby i z ludźmi pełnymi pasji jak ja. Ta nasza beztroska często wylewała nam się kielichami, wypacana była hektolitrami potu na parkietach stołecznych klubów i odkupiona grzechami młodości. Myślałyśmy, że świat należy do nas, a my dwie jesteśmy duetem nie z tego świata – na zawsze i na wieczność.

Miłość ci wszystko wybaczy

W związkach opartych na miłości podobno ludzie są sobie sporo wybaczyć: zdradę, oszustwa, milczenie i wiele innych przewinień. Jednak w relacji między dwoma kobietami nie ma miejsca na sentymenty. Od miłości do nienawiści podobno jest jeden krok. Chemia, która buzuje między kochankami nieraz może wszystko zniszczyć. W przypadku przyjaźni, zazdrość to główny motyw rozpadu. Zazdrość, chęć posiadania osoby tylko na wyłączność, brak akceptacji na inne znajomości. A nawet brak zrozumienia dla twojego sercowego zawrotu głowy. Droga niegdyś przyjaciółko, dziś, gdy patrzę na nasze dawniej spędzone chwilę, dostrzegam to, czego wtedy nie widziałam. Twoja niesamowitą żądzę posiadania mnie na wyłączność, schowana przed światem w kokonie twojej przyjaźni.

Dekalog marnotrawnej przyjaciółki

Moja nieudana wieloletnia przyjaźń z tą osobą, skłoniła mnie do sporządzenia dekalogu przewinień, którymi zawiniłam w czasie trwania naszej relacji. Do tanga trzeba dwojga, pamiętasz?

Po pierwsze: nie będziesz miała innych przyjaciół przede mną – wszystkie próby wprowadzenia nowych osób, szczególnie płci żeńskiej, kończyły się grubymi jazdami. Na pierwszy rzut oka, z upływem czasu, sytuacja trochę  uległa zmianie, jednak zawsze czułam piętno tego, że kumplując się z kimś jeszcze, wystawiam naszą przyjaźń na próbę.

Po drugie: żadnych facetów w naszym życiu. Posiadanie faceta jest absolutnie niewybaczalne, bo on najczęściej jest nieciekawy, nie dorasta mi do pięt i oczywiście pozbawia nas siostry-przyjaciółki oraz wspólnie spędzonego czasu…

Po trzecie: nie pożądaj kolegi, znajomego, dalekiego znajomego lub koleżanki, którą ci przedstawiłam, bo tylko ona ma monopol na te znajomości. Naraziłam się i to niejednokrotnie, kiedy flirtowałam z kolegami z jej roku, kiedy na którejś z imprez skumałam się z jej koleżanką z ławki z ogólniaka. Gdyby wzrok mógł zabijać pewnie bym już dawno nie żyła.

fot.: Jeremy Bishop, unsplash.com
fot.: Jeremy Bishop, unsplash.com

Po czwarte: nie krytykuj. Jeśli kiedykolwiek wydawało ci się, że masz prawo i powinność powiedzieć przyjaciółce co myślisz na dany temat, natychmiast odwiedź się od takich myśli. Wasza „doskonała” relacja powinna opierać się na totalnym uwielbieniu jej Wysokości Przyjaciółki i absolutnym zakazie negowania tego, co robi.

Po piąte: nie motywuj do zmiany na lepsze. Jako przyjaciel masz prawo oglądać jak najbliższa osoba na świecie trwa w marazmie. Nie myśl, że powinnaś coś z tym zrobić. Ani dobrocią, ani  groźbą, ani wsparciem, ani zachętą i tak do niej nie dotrzesz. Umierałam za każdym razem, gdy widziałam jak piekielnie inteligentny umysł i artystyczna dusza marnują się i z każdym dniem dziczeją w puszczy własnej wyobraźni.

Po szóste: nie wymagaj – kto ci naopowiadał bzdur, ze w przyjaźni obowiązuje zasada wzajemności? Altruizm, jak dowiedli naukowcy, to mrzonki, tak czy siak nie łudź się, że masz prawo wymagać stałego kontaktu telefonicznego, mailowego, a o takim na żywo już nie wspomnę. Tutaj muszę dłużej się zatrzymać i opowiedzieć, że naprawdę nie znoszę jak ktoś mi cholernie bliski olewa moje próby nawiązania kontaktu: nie odbiera telefonów, nie oddzwania, nie odpisuje na smsy i mój faworyt: na pytanie wprost dlaczego to robi milczy lub unika odpowiedzi wprost. Zdarzało się, że po prostu udaje, ze nie było pytania…

Po siódme: nie narzekaj, jeśli masz gorszy dzień i masz dosyć tego, że twoja paczka nie ma żadnego pomysłu i chęci na wspólnie spędzony czas – pogódź się z tym. Dobrze ci radzę, oszczędzisz sobie rozczarowań. Czy przyszło ci do głowy, że im po prostu się nie chce? Tak zwyczajnie, po ludzku, są leniwi, wycofani i lubią swoje nudne, samotne, niezaskakujące życie?! W końcu nie każdy tak jak ty ma ADHD, wiecznie lata, fruwa i odpoczywa aktywnie zrozum.

Po ósme: nie gniewaj się gdy nie dostaniesz prezentu – życzenia urodzinowe, imieninowe i na święta już dawno olała i na nie nie odpisuje. Ja, naiwna, za każdym razem jej je wysyłam i liczę chociaż na głupie: „Dziękuję, wzajemnie. Buziaki.” Ale nie, od lat już tego dla mnie nie robi. Kartki z wakacji wysyła do wszystkich innych, tylko nie do ciebie, bo w sumie po co. Podobno jesteś jej jedyną przyjaciółką, ale właśnie ciebie traktuje wyjątkowo i nie obdarza taką pierdołą jak list czy kartka z urlopu.  Jeśli w danym roku nie zorganizujesz urodzin (bo nie masz kasy, ochoty lub czasu) nie licz na prezent – nie opłaca się. W sumie jak zrobisz imprezę to też nie zawsze prezentu się doczekasz. A i te twoje infantylne zdjęcia, karteczki, liściki i upominki – skończ z nimi bo ona i tak ich nie docenia. Ona lubi mieć wszystko co najlepsze, unikatowe i bardzo drogie, także skończ z tymi drobiazgami, rozumiesz?

Po dziewiąte: nie przytłaczaj – twój limit na nieszczęścia i tragedie życiowe skończył się pięć lat temu. To co, że miałaś trudne dzieciństwo, ojca alkoholika, biedę znasz od podszewki, a niedawno zmarła ci mama. Musisz sobie radzić sama. Ciągle jesteś w centrum zainteresowania. Twoje życiowe doświadczenia przebijają wszystkich. To jest wykańczające i wypruwa mnie emocjonalnie. Twoja przyjaciółka to nie worek bez dna. Ma prawo nie chcieć być z tobą w tych trudnych momentach, bo przecież chorobą , biedą i śmiercią można zarazić  się nawet przez smsa…

Po dziesiąte: nie masz prawa być szczęśliwa – jeśli twoje plagi egipskie minęły i w końcu udało ci się stanąć na nogi nie kol szczęściem po oczach innych. Jesteś próżna, wiesz? Wstawiasz te fotki ze swoim facetem na fejsbuku i się szczerzysz jak głupi do sera. Na instagramie wszyscy mogą oglądać na żywo twoja relację z Turcji, a i jeszcze ten blog – myślisz że potrafisz pisać i ci się uda? Co, raptem wielka Warszawianka się z Ciebie zrobiła i taka niby ekspertka od sztuki i kultury? Jesteś beznadziejna. A! I nie zapomnij, że jesteś głupia, brzydsza i na niczym się nie znasz.

Do tanga trzeba dwojga

W przyjaźni potrzeba jednej duszy, która jest w dwóch ciałach. Poziom zrozumienia, empatii, zaangażowania i życzliwości powinien zawsze wynosić 100%. No dobra, wiem co zaraz powiesz: „zawsze?” Przecież w życiu są gorsze chwile, nie ma się czasu, choroba zmorzy i na przykład poniesie mnie totalnie miłość do jakiegoś palanta i co wtedy? Wtedy też jesteś i powinnaś być zaangażowana w życie swojej platonicznej połówki. Bzdurą jest fakt, że długoletni staż usprawiedliwia nas i zwalnia z miłych gestów, tradycji i rytuałów wobec przyjaciela na co dzień. Kłamstwem jest to, że w imię naszej przeszłości mam wybaczyć ci teraźniejszość. Nie prawda, że muszę zaakceptować twoje warunki, których nie raczyłaś ze mną uzgodnić i ustalić. Mam prawo wymagać zainteresowania, troski i zaangażowania. Jeśli ty tego nie czujesz, przesuń dupę i proszę cię zrób miejsce dla innych bardziej wartościowych osób w moim życiu.

Bez happy endu

Jeśli dekalog przewinień przyjaźni nie jest ci obcy to najwyższy czas pożegnać wspomnianego przyjaciela, gdyż jest toksyczny. Jeśli moje rozważania brzmią dla ciebie znajomo, odpuść sobie tę znajomość, bo mimo tego, że cholernie boli to nie ma sensu i tracisz czas. Pozwól sobie na żałobę po waszym związku. Pozwól sobie na te wszystkie emocje: żal, strach, rozpacz, złość, poczucie winy. Daj szansę innym i doceń to, ze obok ciebie jest ktoś kto zawsze był, cierpliwie stał i teraz właśnie teraz zaproś go na kanapę twojego życia, ugość jak najlepiej, niech rozgości się i zostanie z tobą już na zawsze…

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Jestem KOBIETĄ SUKCESU. Sama definiuję swój SUKCES” – rozmowa z organizatorkami akcji
Następny artykułStan dziąseł podczas ciąży
Anna Chomiak
Pisanie dla niej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boi się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkłada przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień niepoprawna romantyczka szukająca inspiracji we wszystkim, co ją otacza. Prywatnie spełniona żona, nieco zwariowana mama i miłośniczka kotów. Gości przyjmuje z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Jej sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało jej charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpa po ziemi. Bloguje na www.nieidealnaanna.com