Dolina gejzerów EL TATIO

Polub nas na Facebooku

el_titio

Gejzery El Tatio to wyjątkowa atrakcja północnej części Chile. Wystrzeliwują oświcie kłębmi gorącej pary na wys okość nawet dziesięciu metrów, osiągając temperaturę ok. 85 stopni Celsjusza . Gdy wstanie słońce i ogrzeje je swymi promieniami, zgasną.
Tekst i zdjęcia: Edyta Buchert

Budzik bezlitośnie dzwoni o godzinie 3:45. Dla mnie to sam środek nocy. O 4:30 przyjeżdża wynajęty samochód i wraz z trzema innymi, na wpół śpiącymi pasażerami, zajmujemy w nim miejsca. Kierowca i jednocześnie przewodnik mówi, że przed nami półtora godziny trasy, nie będzie nic widać nim dotrzemy na miejsce, bo jest ciemno, radzi więc się zdrzemnąć. Wydawałoby się to przysłowiową „bułką z masłem”, ale zaraz po wyjeździe z wioski San Pedro de Atacama, w której nocowałam, zaczyna się wyboista droga. Nie ma szansy na sen. Podskakujemy w szaleńczym rytmie na każdej nierówności terenu. Męka straszna i zastanawiam się dlaczego sobie to robię. To moje wakacje, powinnam odpoczywać, a ja w środku nocy tłukę się wyboistymi wertepami, pnącymi się krętymi serpentynami aż na Altiplano powyżej 4000 m n.p.m. Modlę się w duchu, by wysiłek był wart atrakcji, które tam podobno na nas czekają.

Pobudka gejzerów
Wreszcie docieramy na miejsce. Ten fenomen natury to gejzery El Tatio, znajdujące się ok. 90 km na północ od San Pedro de Atacama, wioski położonej w północnej części Chile i około 130 km na wschód od miasta Calama. Położenie na poziomie 4320 m n.p. m czyni z nich najwyżej znajdujące się gejzery na Ziemi. Jest szósta rano, szaro, słońce nie wzeszło i to jest właśnie najlepsza pora, by obejrzeć gejzery. Płynąca pod powierzchnią Ziemi lawa wulkaniczna ogrzewa znajdującą się nad nią warstwę skał, a te z kolei swoje ciepło oddają płynącym ponad nimi wodom gruntowym. Różnica temperatur jest wtedy najwyższa, a gejzery najbardziej aktywne. Wystrzeliwują kłębami gorącej pary wydostającej się z pęknięć na powierzchni na wysokość nawet 10 metrów, osiągając jednoczenie temperaturę około 85 stopni Celsjusza. Jest przeraźliwie zimno, minus piętnaście stopni Celsjusza, a silny, mroźny wiatr wzmaga uczucie chłodu. Kusi, by podejść bliżej do buchających gorącą parą gejzerów i trochę się ogrzać. Przewodnik przestrzega jednak, że najbliższy szpital jest w odległości 130 km stąd i nie ma szansy na szybką pomoc. Powierzchniowa warstwa skał jest niezwykle krucha i grunt może być mało stabilny. Wokół gejzerów wyznaczone są usypane z kamieni ścieżki i pod żadnym pozorem nie wolno z nich zbaczać. Odnotowano tu kilka śmiertelnych wypadków, a żadne z nas nie chce przecież powiększać dramatycznych statystyk.

Śniadanie na skale
Robię zdjęcia, ale cały czas myślę głównie o tym, co zrobić, by ogrzać zmarznięte dłonie. Sino-czerwone palce odmawiają posłuszeństwa. Nasz przewodnik wyciąga z samochodu mały turystyczny stoliczek, układa na nim pieczywo, ser, dżem i termosy z gorącymi napojami. Woła  zapraszającym gestem. Śniadanie gotowe. Przewodnik wkłada karton z mlekiem do parującej skalnej szczeliny i po chwili wyjmuje gorące mleko. „Może ktoś ma ochotę na kakao?” Następnie układa patelnię na rozgrzanym gruncie i zaczyna zamarzyć jajecznicę! Nie mogę uwierzyć własnym oczom, jak sprawnie może funkcjonować taka termalna, w pełni ekologiczna kuchnia polowa. Po dwóch kubkach gorącej kawy i ciepłym śniadaniu jest trochę lepiej. Zaglądam jeszcze do kilku gejzerów, rozglądam się po okolicy, znowu chce się fotografować. Dopiero teraz doceniam niesamowity urok i wyjątkowość tego miejsca. Niewielka dolina wciśnięta między wulkaniczne szczyty Andów i około setka buchających pionowo słupów gorącej pary wodnej ze zmarzniętej ziemi przy akompaniamencie charakterystycznego bulgotania to niekwestionowany cud przyrody.

Altiplano o świcie
Około godziny dziewiątej powoli zaczyna wstawać zza gór słońce i nieśmiało oświetla najpierw wierzchołki otaczających nas wulkanów, a potem zagląda do termalnej doliny. Na naszych oczach budzi się nowy dzień i jednocześnie do snu układają się aktywne jeszcze chwilę temu gejzery. W miarę jak słońce ogrzewa swymi promieniami dolinę, słupy strzelającej w górę pary powoli gasną i z minuty na minutę robią się coraz mniejsze. Gejzery zasypiają. Jeszcze dwie godziny temu byłam wściekła i nieszczęśliwa z powodu nocnej pobudki i przenikliwego zimna, ale teraz rozumiem, że przyjazd tu po wschodzie słońca nie miałby żadnego sensu. To wyjątkowe miejsce należy oglądać między godzinami 6 a 8 rano, ponieważ tylko o tej porze dnia gejzery są aktywne. Po godzinie 9, gdy wychylające się zza wierzchołków Andów słońce ogrzeje powierzchnię Ziemi, gejzery usną ponownie. Nocna pobudka jest absolutnie usprawiedliwiona, gdyż El Tatio robi ogromne wrażenie. Warto byłoby nie przespać nawet kilku nocy, by móc tu dotrzeć i zobaczyć, jakie niespodzianki ukrywa przed nami andyjskie Altiplano.

Termalny raj
Nadal jest bardzo zimno. Żadne z nas nie odważyło się zdjąć ani kurtki, ani czapek i rękawic. Przewodnik zabiera nas teraz jeepem w inne miejsce i triumfalnie uśmiechając się mówi, że ma dla nas niespodziankę. „Zabraliście swoje stroje kąpielowe, o które prosiłem dzień wcześniej?” „Tak”, odpowiadamy niepewnie, bo nie widzimy żadnego związku z naszą obecnością w tym uroczym miejscu i perspektywą zanurzenia się w wodzie. Zimno nadal jak w Polsce w środku zimy. Zatrzymujemy się przed naturalnie ukształtowanym w skałach termalnym basenem. „Miłej kąpieli!”, rzuca przez ramię przewodnik, cicho chichocząc. Na zewnątrz nadal grubo poniżej zera, trzęsę się w zimowej kurtce i grubaśnych polarach, patrzymy wszyscy pytająco na przewodnika. „To nie żart, temperatura zewnętrzna to faktycznie minus 15 stopni, ale w wodzie jest plus 28. Cieplutko”, odpowiada. W naszej grupie jest około 70-letnia Nowozelandka, która nie czekając na resztę, zrzuca puchową kurtkę i zimowe ubrania i wskakuje do basenu. „Super!” krzyczy i pyta: „Nie dacie rady?”. Dobra, zagrała wszystkim na ambicji. „Jak to my nie damy rady?!”. Walcząc z przeraźliwym mrozem ściągamy zimowe ubrania i zanurzamy się w ciepłych wodach basenu termalnego. Faktycznie rewelacyjne. Na naszych twarzach rysuje się błogi uśmiech, podczas gdy przewodnik pochyla się nad nami mówiąc: „Wejść jest łatwo, ale wyjść z powrotem z takiego ciepełka na mróz? Nie zazdroszczę!” Znowu chichocze. „Nie wychodzimy w takim razie”, postanawiamy zgodnie i zanurzamy się głębiej pod wodę, podczas gdy nosy czerwienieją nam od lodowatego wiatru. Przewodnik chowa się do samochodu przed chłodem i dopiero po bardzo długim czasie, machając do nas ze środka auta termosem z gorącą czekoladą przekonuje nas do wyjścia z błogiej kąpieli. Ahoj przygodo!