Polub nas na Facebooku

Dita von Teese, gwiazda burleski i ikona stylu, mówi o sobie, że jest uzależniona od piękna, dlatego nauczyła się sama sobie robić makijaż i farbować włosy. Choć niektórzy mówią, że jest sztuczna, znalazła swój wizerunek, swój podpis: czarne fale na głowie, blada cera, mocna kreska na oku, wyraźnie zaznaczone usta, spódnice do połowy łydki lub za kolano, pończochy i kabaretki. Jej zdaniem taka Dita to Dita autentyczna. Piękno według niej to zróżnicowane kwestie: kwieciste podomki w domu czy kawa wypijana z filiżanek w stylu retro, kupionych na pchlim targu. Inspirują ją Marlena Ditrich, Marylin Monroe, Mae West i Greta Garbo. Jej piękno bywa vintage, używane i nierzadko kosztuje 5 dolarów. Serio! Wiem, wiem, Dita to kobieta, która wchodzi na czerwony dywan w sukniach od projektantów, więc co ona może wiedzieć na temat piękna za kilka dolców, prawda?

dita

Styl Dity jest dla mnie okazją do zastanowienia się nad wyborami, jakimi są moda, styl, sposób ubierania się. Na ile chcę za nimi podążać, a na ile chcę być sobą? Co to znaczy? Wysokie szpilki i gorset to styl, w którym Dita czuje się dobrze. A jak jest z tobą?

W wyglądzie ważne są dla mnie wybór i autentyczność. Mówi się, że moda narzuca i wymaga. Wiele kobiet tego nie chce i buntuje się przed tym.Dita wydaje się być kobietą, która świadomie ulega pewnym standardom lub celowo je wybiera (bardzo wysokie szpilki i gorset).Wydaje się, że czuje się w nich dobrze. Dodaje do nich wystudiowane ruchy, konsekwentnie budując wizerunek, z którego nie rezygnuje także w życiu codziennym. Wszystko to sprawia, że jest ikoną stylu. Niektóre kobiety Dita inspiruje, w innych wzbudza niechęć. Wykorzystuje swój prestiż, pozycję gwiazdy oraz kobiety sukcesu, aby wspierać innych – na przykład działa na rzecz osób chorych na AIDS.

Jej styl to podróż w lata 40. i 50.

Długość za kolano i do połowy łydki (tzw. tea legth), długość herbaciana. Dlaczego herbaciana? Wymyśliła ją Emily Post, amerykańska autorka wielu książek o etykiecie i dobrym zachowaniu (pierwszą opublikowała w 1922 roku).Jej dzieci i wnuki wielokrotnie wznawiały druk napisanych przez nią książek. Dziś w USA istnieje Instytut Emily Post, który zajmuje się uczeniem o etykiecie i dobrym stylu.

To Emily określiła długość sukienki do połowy łydki jako najwłaściwszą podczas spotkania towarzyskiego przy herbacie o 5.00 po południu.Sukienki o takiej długości były bardzo popularne w latach 40. i 50. Idealnie komponują się do nich wysokie szpilki z odsłoniętym noskiem (tzw. peep toe).

Sukienki o długości do połowy łydki z mocno zaznaczona talią nadają się do każdego rodzaju sylwetki, pod warunkiem że kobieta ma szczupłe łydki. Ważne, aby w wypadku kobiety mającejmocno widoczny brzuszek talia była odcinana tuż pod biustem (tzw. talia empire). Do sukien wieczorowych Dita wybiera długości do ziemi, nierzadko z ciągnącym się trenem.

  • To mi przypomina genialny tekst z „Sex and the city” – „miałam na sobie sukienkę za 5 dolarów do butów za 300” 🙂

    • Aneta Ryfczynska

      U mnie pojawia się jeszcze pytanie o granicę kreacji, gdzie ona jest? Gdzie jest moja i kiedy to już nie jest autentyczność a przebranie? No i ekspresja o której piszesz, jest dla mnie ważna w autentyczności. Dziękuję za komentarz

      • Jak się nad tym zastanawiam, to granica kreacji to udawanie kogoś innego niż się jest. Np. należę do osób wyluzowanych, więc nie zawsze perfekcyjnie wszystko zapinam. Ale jak już robię to specjalnie udając luzaka, to zarazem staje się to czymś nieautentycznym. W tym przypadku (Dita) jest jeszcze kwestia zarabiania na wizerunku. I do pewnego stopnia jest to dla mnie dopuszczalne, pod warunkiem, że nadal pozostajemy sobą i dobrze się w tym czujemy.

        • Aneta Ryfczynska

          no właśnie