Polub nas na Facebooku

Możemy splunąć przez lewe ramię, cofnąć się trzy kroki i obrócić przez prawe, albo po prostu poczekać pozwalając, by to innemu nieszczęśnikowi przeciął drogę. Najbardziej zdeterminowani wrócą do domu, usiądą i policzą do dziesięciu. Czy to nas uchroni przed pechem czarnego kota? Dlaczego tak ich nie lubimy?

kot1

W bajkach dla dzieci zawsze towarzyszą wiedźmom – starym, wrednym kobietom z brodawkami na nosie. Na Polskiej wsi jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ich obecność oznaczała bliskość czarownicy gotowej rzucić zły czar. Nawet dziś można spotkać ludzi, którzy spotkanie z czarnym kotem uznają za zły omen.

Dyshonor czarnym kotom przyniosło nic innego jak Chrześcijaństwo, które dziś przecież odcina się od wiary w zabobony i przesądy. W okresie chrystianizacji, przedstawiano inne  religie i wierzenia w czarnym świetle. Tak też było z boginią Freyą – uosobieniem urodzaju i płodności w mitologii skandynawskiej. Jej powóz, którym docierała do świata ludzi, miał być ciągnięty przez dwa czarne koty. Kościół uznał Freyę za wcielenie rozwiązłości i namiętności, a ją samą – za czarownicę zajmującą się czarną magią. Wtedy też czarny kot zaczął być traktowany za złowrogi znak. Zabobony utrwaliły się w ludzkiej świadomości w czasach krucjat i psychozy polowania na czarownice.

Zanim to nastąpiło, kotom przypisywano magiczne moce, ale jedynie pozytywne. Czczono je w starożytnym Egipcie, gdzie towarzyszyły faraonom w ostatniej podróży i pilnowały ich grobowców. Grecy widzieli w sympatycznej kotce uosobienie bogini Artemidy – patronki zwierząt i roślinności.

Z pewnością koty mają w sobie coś, co w ludziach może budzić szacunek, a nawet pewien niepokój, czy strach. Ich przenikliwe spojrzenie, zdolności prawdziwego łowcy – doskonały wzrok, miękkie ruchy, bezszelestny chód. Zwłaszcza te czarne, niewidoczne nocą, świecące jedynie złotozielonymi oczami. Jednak wnioski z najnowszych badań naukowych bliższe są starożytnym przekonaniom niż zabobonom  i przesądom. Koty pozytywnie wpływają na zdrowie ludzi z nimi przebywających. Nie tylko odprężają i niwelują negatywne emocje, uczą wrażliwości, ale także nie dopuszczają pewnych chorób,  a inne leczą, w tym choroby serca, dróg oddechowych czy płucleczą astmatyków i diabetyków. Doskonale wyczuwają dolegliwości trapiące ludzi – bóle stawów i mięśni, zwyrodnienia – często kładą się na chorym miejscu i je leczą. Nie przynoszą pecha, a mogą przyczynić się do szczęścia i zdrowia.