Codzienność też jest fajna

Polub nas na Facebooku

AUSTRIA, KILKA MIESIĘCY WCZEŚNIEJ ARGENTYNA, A DUŻO WCZEŚNIEJ BAŁKANY, SYRIA, JORDANIA ORAZ USA – TE WSZYSTKIE MIEJSCA ZWIEDZA SAMOTNIE, NA MOTOCYKLU ANNA JACKOWSKA. Z DNIA NA DZIEŃ PORZUCIŁA PRACĘ W KORPORACJI PO TO, ŻEBY ODDAĆ SIĘ PASJI PODRÓŻOWANIA.
tekst: Matylda Młocka

codziennosc

W pewnym sensie wyjechałam z korporacji na motocyklu – mówi o sobie Jackowska, która w jednej ze swoich książek napisała: „Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że garsonki coraz bardziej mnie uwierają, a w końcu zaczynają ograniczać, postanowiłam je oddać tym, na których będą lepiej leżały”.

Sama w Chorwacji
Na pierwszą wyprawę wyruszyła dziesięć lat temu. – Miałam wtedy 21 lat i dzięki tej podróży zrozumiałam, że chcę robić to dalej – opowiada. Na swojej stronie internetowej tak wspomina tamtą decyzję: „Pomysł na samotny wyjazd do Chorwacji został zrealizowany równie szybko, jak się pojawił. Zdawałam sobie sprawę, że analizowanie wszystkich za i przeciw może ostudzić mój zapał”.

Na motocyklu była też w Portugalii, Maroku, Syrii i Jordanii, USA, Argentynie. W czerwcu podróżowała pod hasłem: „Sacher i alpejskie łąki, czyli wielka motocyklowa wyprawa po Austrii”.

– Każdy dzień to sporo działań i totalny niedoczas….I zero przerwy – napisała do mnie kiedy próbowałam się z nią skontaktować podczas austriackiej przygody. Jednak z relacji, które zamieszcza na blogu można wyczytać, że to jej nie przeszkadza. – Zamiast czerwonego dywanu, Wiedeń wita mnie burzą. Ale burza w Wiedniu to niemal jak wystrzał szampana (…) To kraina winem płynąca. Wokół Wiednia znajduje się 740 h winnic. Można się wykąpać, można odpłynąć.

Nieprofesjonalna księgarnia
O swoich wyprawach pisze nie tylko na blogu, wydała już dwie książki i jak zapowiedziała to jeszcze nie koniec. Pierwsza z nich „Kobieta na motocyklu” została wydrukowana w 2010 roku. Druga „Samotnie przez Bałkany” trafiła do księgarń pod koniec zeszłego roku. Na Święta Bożego Narodzenia można było zamówić u niej książkę jako prezent, ze specjalną dedykacją dla osoby obdarowywanej.

„Kiedyś to ja pisałam listy do Mikołaja, teraz podpisuję książki, które Mikołaj ma schować pod choinkę. Potem lecę z nimi na pocztę, owijam w bąbelki i lecą w świat. Po 25 latach awansowałam do roli skrzata i renifera (…) Podziękowania dla wszystkich korzystających z nieprofesjonalnych usług, mojej nieprofesjonalnej księgarni” – napisała na swojej Facebookowej stronie, którą lubi już prawie sześć tysięcy fanów.

Jednak nie tylko miłośnicy jej książek doceniają to, co robi. Miesięcznik „National Geographic Polska” przyznał jej nagrodę Traveler 2010 w kategorii podróż roku za wyprawę po Bałkanach, której hasło brzmiało: „Jedna kobieta, jeden motocykl, wiele kultur”.

Nie liczę kilometrów
Słowo kobieta jest podczas wielu jej wypraw kluczowe. Nie ucieka od tego. Na kartkach swoich książek czy w Internecie z uśmiechem przyznaje się do swojej kobiecej natury. Bez kompleksów pisze o tym jak zabłądziła czy źle zaplanowała trasę albo zgubiła kluczyki, które za chwilę znalazła w motocyklowym kufrze.

Nie spieszy się, nie liczy kilometrów, a kiedy ma potrzebę to się zatrzymuje. – W podróży mam takie dni kiedy zostawiam motocykl, w ogóle nie ruszam w trasę, wychodzę na miasto. – mówi Jackowska i dodaje. – Nie lubię pytań o to ile kilometrów przejechałam, bo dla mnie nie o to chodzi. Podróżuję po to, żeby doświadczać, by poznać jakieś miejsca, poczuć je. Nie znoszę takiego rytmu, że wstaję rano, jadę cały dzień, wieczorem zasypiam i znowu jadę następny dzień.

W swoich książkach przyznaje się także do tego, że rozmawia z motocyklem. Pyta go o radę. To jej sposób na samotność w podróży i oznaka dystansu do siebie. Mimo tego, że jazda w pojedynkę czasami bywa trudna Anna Jackowska nie zamierza nikogo ze sobą zabierać. – Wolę jeździć sama. Potrzebuję wolności – tłumaczy, a jednocześnie dodaje, że rozumie kobiety, które chcą zebrać wokół siebie większą grupę motocyklistek. – Wiele kobiet szuka motywacji z zewnątrz po to, żeby się nie poddawać.

Cała w skowronkach
Dlatego Anna Jackowska wspiera przeróżne stowarzyszenia motocyklistek. Organizuje spotkania autorskie. A czasami doradza kobietom chcącym rozpocząć przygodę z motocyklem. Mimo tego, że podróżuje samotnie to lubi ludzi i gromadzi ich wokół siebie całkiem sporo. Zresztą takiej osobie nie trudno zyskać sympatię. Blondynka o niebieskich oczach, która prawie zawsze się uśmiecha i mimo tak wielu pomysłów, miejsc, które odwiedziła oraz planów na kolejne podróże nie boi się warszawskiej codzienności. Po powrocie z Argentyny napisała: “Nie ma to jak w domu. Podróż jest ważna ale ile radości sprawia powrót (…) powoli przyzwyczajam się do codzienności: prania, korków, manifestacji. Wybieram przepisy na mazurki i paschę wielkanocną przy okazji świętuję razem z Trójką. Ręce mam w burakach, ale cała jestem w skowronkach. Bo codzienność też jest fajna”.